Ślub w plenerze pod Poznaniem

Wesele w Hotelarnia Puszczykowo. Po czterech latach fotografowania ślubów w końcu wylądowałem w Poznaniu. Z Moniką i Bartkiem wszystko uzgadnialiśmy w kwietniu lub w maju, więc w gruncie rzeczy nie wiedzieliśmy nawet, czy do ślubu dojdzie (pewnie pamiętacie brak informacji czy częste zmiany decyzji tam na Wiejskiej w Warszawie). Wszystko jednak potoczyło się po naszej myśli i spotkaliśmy się w tym dniu. Było to trochę jak w randce w ciemno, gdyż przedtem nie widzieliśmy się nawet na oczy. Spotkaliśmy się przy Wadze Miejskiej w Poznaniu, tam miał miejsce kameralny ślub cywilny. Gdy ich z daleka zobaczyłem wiedziałem, że ten dzień niejednokrotnie mnie zaskoczy, a wiele już w życiu widziałem, haha!

Wesele w Hotelarnia Puszczykowo

Hotelarnia pod Puszczykowem była tłem reszty wydarzeń. Po późnym śniadaniu wzieliśmy się do pracy – ja za fotografowanie, Monika i Bartek wraz z kilkoma znajomymi za przygotowanie wnętrza, oraz ogrodu dla ceremonii humanistycznej. Była to dla nas okazja do kilku filiżanek kawy oraz lepszego poznania się. Przez te parę godzin nie zobaczyłem ani odrobiny stresu, mało tego, z miejsca poczułem do tych ludzi sympatię.
Nadszedł czas ślubu, a wtedy nawet wyszło słońce! Ceremonia humanistyczna pełna była wybuchów śmiechu oraz łez. Przyjaciel pary młodej po mistrzowsku prowadził to wydarzenie, a gdy Monika i Bartek przysięgali sobie po wieki i te inne, niejednokrotnie uśmiechnąłem się pod nosem. A jak już sobie przysięgli, to posypały się płatki kwiatków, i zobaczyłem podczas życzeń, że nie ma tu ludzi z przypadku czy ‘a bo wypada’.

Niesamowite przyjęcie weselne

Po płomiennych przemowach przyjaciół i rodziny kolejne zaskoczenie. Para tańczyła do ‘di*k in a box’, haha! Następnie maszyna do robienia waty cukrowej, która zrobiła niesamowitą robotę. Dzikie momenty przy fotobudce, oraz to co kocham najbardziej fotografując – RELACJE międzyludzkie. W tańcu, przy stołach, przy barze, nawet przy kawie. No i na zewnątrz. Ani się obejrzałem a było po oczepinach, a wtedy wszyscy zaczęli skandować ‘LA-SE-RY’, Bartek złapał za pilot którym zadymił cały parkiet, a ja próbując pozbierać sprzęt z sali co rusz na kogoś wpadałem. To przyjęcie tak jak już na instagramie wspomniałem, był najdojebańszą imprezą w jakiej kiedykolwiek uczestniczyłem. Koniec, kropka!

Wesele na luzie

Będąc świadkiem takich wydarzeń mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że to nie jest praca. To jest absolutna przyjemność spędzić jeden dzień z tak świetnymi ludźmi. Paradoksalnie ten ciężki rok obfituje w niesamowite śluby par, które na przekór przeciwnościom chcą i tak przeżyć ten najważniejszy dzień najlepiej jak potrafią. Nawet covidowe nakazy i przykazy okazują się bardzo fotogeniczne. Tymczasem zapraszam Was do zobaczenia reportażu, TASTE_it! Jeśli poczujesz niedosyt, to równie gorąco polecam wesele w stodole u jojo
.
Miejsce: Hotelarnia
Muzyka: Dj Factory Girls
Dekoracje kwiatowe: Alicja Kowalska
Barman: Juicy Events

11 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  1. Obejrzałem i wcale się nie dziwię. Widziałem wiele podobnych reportaży więc niełatwo mnie zaskoczyć. Ba, nawet sam robię podobne! Co mnie nie dziwi? Otóż to, że opublikowałeś ten reportaż bo takimi zdjęciami sam chętnie bym się pochwalił! Czym mnie nie zaskoczyłeś? Dokładnie wiedziałem na co się piszę wchodząc na tę stronę i nie zawiodłem się. Mnóstwo genialnie wypatrzonych momencików, smaczków, rytmów. Widać, że inspirujesz się (reporterskim) mięsem i tego (reporterskiego) mięsa szukasz. Coraz bardziej świadomie, z tygodnia na tydzień. Mamy podobny gust tylko Ty ciut więcej talentu, zbyt skromny dziadu :D
    Mega fajna historia, dzięki!